SZUKAJ
 
20
LIPCA   2019
Zaproponuj artykuł
 

Ziemkiewicz: Polacy to naród, który zastąpił Belgów w roli winowajców

Data publikacji: 2015-05-15 08:00  |  Data aktualizacji: 2015-05-15 09:04:00
Ziemkiewicz: Polacy to naród, który zastąpił Belgów w roli winowajców

Czasem zdarza się pech, czasem fart. Także całym narodom. Historyczny fart mieli na przykład Belgowie. U schyłku XIX i na początku XX stulecia dopuścili się potwornego ludobójstwa w Kongo. Faktem jest, że nie byli wiele gorsi od innych kolonizatorów, ale zamorskie imperium króla Leopolda ustanowione zostało na nader kruchych podstawach ekonomicznych i właśnie dlatego gdy kraje od Belgii potężniejsze zaczęły się zbrodni dokonywanych na czarnych „podludziach” wstydzić, Belgowie nadawali się idealnie na modelowy wzorzec do publicznego rozliczenia. Zaczął się wzbierający na sile ruch antykolonialny, w końcu doszło nawet do publicznego procesu, wskutek którego oburzona i zdumiona Europa oraz jeszcze bardziej zdumiona i oburzona Ameryka dowiedziały się o potwornościach dokonywanych w „jądrze ciemności” (czy raczej „sercu mroku”, bo tak sławny Conradowski tytuł noweli nawiązującej do zbrodni w Kongo należałoby tłumaczyć).

 

No i już, już Belgowie staliby się na wiele lat ucieleśnieniem zła kolonializmu, gdyby nie wybuchła wojna światowa. Wojna, w której niesprowokowane w żaden sposób Niemcy pogwałciły brutalnie belgijską neutralność, co było pretekstem do przystąpienia do zmagań na kontynencie Wielkiej Brytanii, a pośrednio i USA.

 

Obywateli krajów anglosaskich trzeba było jakoś przekonać, że muszą iść masowo ginąć w okopach, a tych, którzy już dali się na to namówić, wprowadzić w bojowy szał. Rozpętano więc na Zachodzie istną propagandową histerię wokół szalonych okrucieństw, jakich dopuszczali się Niemcy na biednych Belgach. Niemcy oczywiście, jak to Niemcy, faktycznie, gdziekolwiek weszli, rozstrzeliwali cywilów, szczególnie z warstw wyższych, z zimną krwią i jak na owe czasy, na skalę masową, aby podbity kraj sterroryzować – ale anglosaska i francuska propaganda zwielokrotniły ich zbrodnie do absurdu, karmiąc społeczeństwa andronami o dzikich Hunach pożerających żywcem belgijskie dzieci.

 

Skoro zaś Belgowie potrzebni byli zachodniej propagandzie jako ofiary ludobójstwa, to przecież nie mogli być sami sprawcami innego, wcześniejszego ludobójstwa. Kto by szedł na wojnę ginąć za jakichś morderców, nawet jeśli sami są teraz mordowani? Więc z dnia na dzień problem zbrodni w Afryce zniknął. Wyparował. Osiem czy tam dziesięć milionów zabitych Afrykanów, wyniszczonych głodem i pracą nad siły, konających z obciętymi dłońmi, nie mówiąc o torturowanych i gwałconych, musiało się pójść czochrać – w końcu zresztą byli to tylko Murzyni. I po wojnie tak już zostało, także dzięki staraniom samych Belgów. Adam Hoschild, który po latach zrekonstruował cały ogrom Leopoldowego ludobójstwa w Kongo, zdumiewając naszą współczesność tą na śmierć zapomnianą historią, pisze, że gdy po kilkunastu latach starań o wpuszczenie go do belgijskich archiwów wreszcie uzyskał dostęp, był pierwszym – pierwszym! – który przeczytał dotyczące ludobójstwa dokumenty i zeznania, od czasu gdy je tam złożono.

 

Belgowie mieli fart, po prostu. Geopolityczny i historyczny. Nikt im niczego nie zarzuca, a król Leopold ma do dziś pomnik przed głównym wejściem do gmachu Europarlamentu. A na przykład my, Polacy, ściągnęliśmy sobie na łeb potwornego geopolitycznego i historycznego pecha, wskutek którego na podstawie paru nader wątpliwych oskarżeń cały świat chętnie sobie dziś opowiada o Polakach jako o ciemnych antysemitach, którzy wcale z Hitlerem nie walczyli, tylko gorliwie z nim kolaborowali.

 

 

Fragment książki Rafała A. Ziemkiewicza pt. "Jakie piękne samobójstwo. Narracje o wojnie, szaleństwie i cynizmie". Lublin 2014.